sobota, 20 września 2008
Nawyk żywieniowy nie do końca zdrowy
Wymyśliłam dziś motto, które sprawdza się zawsze, które sprawdza się i dziś, kiedy to ulegam procesom gnilnym nad magisterką, która za nic nie chce spuchnąć choćby o jedną stronę. Motto: Zawsze daję radę gdy mam czekoladę. A teraz nastąpi pytanie z cyklu głupich, które można spotkać w komentarzach pod artykułami Onetu. Czy jestem normalna? Czy to normalne? :D Otóż od rana chciałam gnić nad mgr, toteż włączyłam kompa. Bez zagryzania geht es nicht. Wzięłam więc podręczne landryny, których jest tyle, że jeszcze na długo starczy (tylko, że znudziły się już z miesiąc temu). Żrę, żrę, ale zatęskniłam za czekoladą i pobiegłam do Żaby kupić WIKT. Żakożer, żerożak, czyli Vifon, dwie czekolady (jedna z orzechami), chipsy xxl, piF marki Gingers. Po zżarciu landryn zachciało mi się chipsów, toteż zaczęłam pochłaniać chipsy, popiłam sobie łykami kilkoma Gingera, ale stwierdziłam, że w sumie czekolada jest jeszcze lepsza, napoczęłam tę z orzechami, ale okazała się parszywa... toteż poczułam, że czas na coś konkretniejszego... zrobiłam sobie Vifona błyskawicznego typu Kurczak Sra Ogniem (nie pamiętam dokładnej nazwy, ale w każdym razie ostry), zasypałam curry, wlałam w siebie, ale pomyślałam, że w torbie jest jeszcze moja sprawdzona, smakowita Milka Yoghurt. Nastąpiło więc pożarcie na raz tabliczki popchniętej gorącą herbatą. Wszystko to raczej "ciurkiem". Wszyscy mi mówią, że słodkie ze słonym się nie kolokuje smakowo. Nigdy ich nie rozumiałam. p.s. za każdym razem, kiedy żrę zupkę z torebki obiecuję sobię, że to ostatni raz. Ostatnie razy następują średnio raz na miesiąc od lat pięciu. Jeszcze o starości. Od młodości do starości wcale nie jest coraz prościej. Byłam ostatnio na meetingu (hehe, a może evencie? :D) w postaci zebrania wspólnoty mieszkaniowej. Członkowie tejże jak wiadomo w większości do najmłodszych nie należą. Ludzie, starość jest straszna! Nie ku nabijaniu, tylko ku świadomości i przestrodze piszę. Stoimy przed zamkniętymi drzwiami klatkowymi, domofon. Ja i merydż - starsi państwo. Nie ma jak wejść, ale babcia rzecze, że ma znajomą pod 23. No to trza zadzwonić. Wybiera 2. I stop. Szuka, szuka, patrzy, pełna koncetracja. "Ojoj, ale gdzie jest trójka?" Domofon zaczyna wyć pod dwójkę. Babcia (okulary -ma) szuka trójki. Chciałam podpowiedzieć, że podpuchy brak i 3 jest obok 2, ale stałam daleko i nie chciałam się wtrącać. Domofon wyje i wyje. Dziadek - "no ale dzwonisz pod 2!" i nacisnął "kas". Próba druga. Babcia znów skoncentrowana. Wybija 55. "ojej". Domofon zaczyna wyć pod 55. Dziadek - "dlaczego dzwonisz pod 55? ona mieszka pod 23!" Babcia - "yyy...ojej.. no yhm coś tu się yy" Domofon wyje dalej. Sytuację ratuje jakiś osobnik wychodzący z klatki. Wwalamy się wszyscy do środka. Wybranie na domofonie 23 bywa nie takie proste, gdy się ma 70+ (80+?) lat. Morał: nie wiadomo czy nie zamalować w papę tym, co śpiewają Ci "sto lat". Korzystajmy z życia pókiśmy (ee? co to za słowo?) młodzi i sprawni, bo co będzie jutro? Śrebrne w głowie nici. Strach pomyśleć. Może być różnie (kwadratowo i podłużnie).
wtorek, 26 sierpnia 2008
W aucie
Byłam ostatnio w okolicach metra Wilanowska. Wylazłam, przemknęłam ‘bazarkiem’, patrzę, a tam jakiś pan z wielką kamerą telewizyjną, drugi pan z wielkim mikrofonem i czatują na ludzi. Jakaś sonda. Tyle, że ludziki się nie kwapią jakoś do udzielania odpowiedzi. Ja tam lubię takie rzeczy, toteż już z daleka śmieję się do pana, podchodzę. Boję się zawsze tylko o to, żeby nie zapytali mnie o coś, czego nie wiem, np. o jakąś nie wiadomo jaką gwiazdkę show-businessu, której nie znam albo o jakąś ustawę itp. No, ale nic, skupiłam się na wytężaniu słuchu, żeby dobrze usłyszeć pytanie. Pan: Czy uprawiała Pani kiedyś seks w aucie? Nosz’ cholera. Przemknęły mi przez myśl wszystkie napompowane pruderyjne osoby które mnie znają i które tłustą łapą ściskają pilota od telewizora, a na widok mojej osoby gadającej o seksie w aucie puchną z zażenowania ;) Przewaliłam oczami, trochę się zbiłam z pantałyku (co to jest pantałyk?) i powiedziałam, że nie. Pan: A czy chciałaby Pani spróbować? Dziady :D Cały dzień chodziła mi potem po głowie piosenka Będę brał cię w aucie. Teraz z innej beczki. Znalazłam totalnie wypasionego bloga. Jest genialny. Przeczytałam cały na jedno posiedzenie i momentami mało nie zlałam się w gacie ze śmiechu. Morfeusz.blox.pl Blog jest genialny, pozdrawiam serdecznie Autora. Blog pełen jest inteligencji, ciętego humoru, reporterskiego zmysłu, świetnie opisuje szpitalne realia i perypetie pracowników. 10/10! Muszę koniecznie zrobić na swoim blogu listę polecanych miejsc (aż dziwne, że szanowne Ziomy nie obraziły się jeszcze na mnie za brak tejże). I jeszcze coś – Morfeusza czyta i komentuje pewna osoba, która czyta i komentuje też blog Equusa! Świat jest mały!
sobota, 09 sierpnia 2008
slang pani kumy itp.
Byłam na cmentarzu, a tam pani na oko około sześćdziesiątki gada przez komórkę. Usłyszałam tylko pożegnanie: no to nara! Świat się kończy ;) No, już jakaś pewnie 1/3 życia minęła, przewalona, jeszcze 2/3. Ciekawe co jest potem. Mam nadzieję, że przestrzeń bez epatujących pUorodami laś i bejbibumów. Dziwię się, dlaczego tylu ludzi prze, żeby zmieniać status quo, jeśli aktualny stan jest dobry. Lepszy stary wróg jak nowy, jak mawia przysłowie. Po co tylu ludzi chce zmieniać swoje życie? Pakują się w merydże, rozmnażają. Primum non nocere. Nie psuć dobrego. Ugięci pod presją społeczeństwa konserwatyści. Zresztą, właściwie co mnie to obchodzi. Koresponduję ostatnio z darzonymi przeze mnie wielką sympatią kuzynami (tzn. kuzynem z towarzyszką życia). Zazdroszczę im cholernie ich trybu (modelu?) życia i jednocześnie aż miło popatrzeć jacy są szczęśliwi. Oczywiście D.I.N.K.sy. Mmm, ciekawe czy mnie też będzie dane pławić się w przyjemności takiego życia. Póki co dostałam zaproszenie, z którego koniecznie chcę skorzystać, wchłonąć sobie trochę tej miłej atmosfery, która im towarzyszy. Póki co idę dumać nad sensem życia. Ile razy wystąpiło w notce słowo "życie"? Coś mi się zebrało dziś na to. Pamiętacie taki serial "Było sobie życie?" Obleśny był. Pokazywał te wszystkie flaki od środka. Krwinki itp. Niedobrze mi się od tego robiło, bleee. I te wszystkie flaki miały głowy i gadały. Whateverrr!
czwartek, 31 lipca 2008
To rozkaz!
Dziś starówkowa babcia w starówkowym samie robiła zakupy. Zakręciła się przy stoisku z makaronami, wzięła do rąk dwie różne torebki różnych makaronów i tymi oto słowy, tonem nie znoszącym sprzeciwu zwróciła się do ochroniarza: Proszę mi powiedzieć, który makaron jest LEPSZY.
...tylko co to takiego "LEPSZY". Niejedna chwiejna odpowiedź na to pytanie już padła. A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego jak zbawiennej poręczy. Tak, tak. Wszyscy na Ziemi mają ten sam gust smakowy, a do flagowych obowiązków ochroniarza należy bycie konsultantem do spraw diety. Wiecie co... ja nie chcę się zestarzeć. Dla poety lepiej umrzeć w miarę młodo, sława gwarantowana i różnych geriatrycznych problemów brak. Chętnie się np. zapiję jak Dylan tuż przed 40-stką ;) Już możecie zacząć tęsknić... nie zaszczycę Was swą obecnością aż do wtorku, ponieważ mój TYŁ jedzie się grzać na piachu :) Bis bald!
środa, 30 lipca 2008
Nic dobrego
No tak mi się właśnie wydawało, że awizo z wezwaniem do odbioru listu poleconego nie wróży nic dobrego. Przypomnieli sobie o mnie gazownicy, ale bynajmniej nie po to, żeby życzyć mi udanych wakacji, tylko żeby zmonitować mnie w sprawie rachunków. Nawet w sumie mieli rację, znalazłam te cholerne świstki w domu i zaraz poszłam zapłacić. ...bo ja to żyję tak trochę po artystycznemu, generalnie rzecz biorąc mam wielki burdel w głowie, a tym bardziej w ruchomościach. Tak bywa. I tak do Dylana T. mi daleko. A właśnie... Dylan i ja to jedno. Zżyliśmy się ze sobą, zaprzyjaźniliśmy, wiem o nim coraz więcej, a raczej o jego pijackim żywocie. Nawet muszę powiedzieć, że jako poeta zachowywał się podobnie jak ja :P Nie lubił prezentować swoich utworków i pisał je (prawie) wyłącznie na trzeźwo. Czuję w sobie niewykorzystany potencjał twórczy. Wszystko aż kipi i buzuje, a ja muszę pisać mgr :( zamiast nieśmierelność tworzyć. No, ale nic. Może stworzę tomik przed trzydziestką. Wiecie jaka to frajda - pisać lyryki? :) Mm. Zdecydowanie wolę być (nie)znana jako pseudo-lirykorób, niż np. jako TFUrca dysertacji naukowej pod takim to a siakim tytułem. Jednakowoż :P wkurwia mnie jak łatwo teraz zdobyć tytuł magistra. Mówisz - masz. Moim skromnym zdaniem warto porywać się na doCHtoraty. Co Wy na to?
wtorek, 29 lipca 2008
Dichtung (ale nie w znaczeniu "uszczelnienie", tylko "poezja")
Obaczcie sobie, co dzisiaj znalazłam za utworek :D, który mię rozbawił z rana: AFORYZM: Eliza jak markiza spać lubi na dewizach; ma szanse stary kupiec, a nie ma gołodupiec, ten może się oblizać.
Bogusław Chmielarczyk :D :D
niedziela, 27 lipca 2008
Chowajcie się do schronów, Elyz gotuje!
Znalazłam przed chwilą JAKŻE DOKŁADNY przepis na danie, które chcę sporządzić. Autorom gratuluję bezgranicznej precyzji od początku do końca. Cytuję: Sposób przyrządzenia: Pieczarki oczyścić, opłukać, odciąć trzony, obrać ze skórki, dalej przyrządzić wg przepisu na rydze smażone. Kurczę... jak wyciąć trzeci migdał? Położyć pacjenta, uśpić, dalej postępować jak przy wycinaniu wyrostka. What-everrr!
piątek, 25 lipca 2008
for adults only
Zdjęłam z siebie ubranie, położyłam na koszu na bieliznę, rozsunęłam drzwi kabiny prysznicowej, weszłam, odkręciłam wodę, wzięłam do ręki swój nowy żel pod prysznic... ale że lubię słowo pisane, a nie lubię bezczynności, zaczęłam czytać co napisali na żelu... a tam... Intended for use by adults only. Ogłaszam więc konkurs (sama nie znam odp.) - co jest w środku, w żelu? Czy natychmiast po użyciu zaczyna się mieć nieodpartą ochotę na dziki seks? Czy żel wywołuje orgazm? Czy gdy żel dostanie się do oczu, Twój wzrok przenika przez ubranie i widzisz ludzi w wersji gołej? Czy żel zwabia inne osobniki, które chcą się na Ciebie rzucić i posiąść? Jeden krótki napis, a wyobraźnia działa :]
środa, 23 lipca 2008
Ma, nie winien
Odebrałam dziś zwrot podatku. Co z tego, że nie było nawet 50 zyl, i tak - balsam migdałowy na starganą duszę. Wstałam dziś o jakże uroczej godzinie 5:55, zmarzłam, wyczekałam się 30 min na przystanku w dodatku ledwo chodząc przez pęcherze nożne, albo nie, pedualne, będzie ładniej brzmiało. Per pedem spędziłam dziś mnóstwo czasu, toteż jestem tzw. zdechem.
wtorek, 22 lipca 2008
nosz' cholera!
Byłam dziś w kArfurze, aby żywność tudzież czystości środki nabyć. I co? I PROMO. No nic by może w tem dziwnego nie było, bo promocje w C na porządku dziennym bywają, ale tym razem były STANIORY. Podglądam je tak oto z ciekawości, palpacyjnie badam i stwierdzam, że tylko trochę za małe na mnie. Następnie do góry, ku niebu wznoszę wzrok i co? I szyld, napis, info, podpis: biustonosze MAMA SIZE. Nosz' cholera. Nie wiem za co wkurwić się bardziej, za pierwszy człon, czy za całokształt nazwy pokazujący rozmiar. Haftka im w oko, mark(i)etingowcom od siedmiu boleści. Ych.
|
|